Spektakularny taniec godowy, donośny klangor, imponujące
zlotowiska – z tego głównie znany jest żuraw – synonim wdzięku i piękna.
To jednak tylko nieliczne wątki jakże ciekawej biologii tego gatunku…
Gorzki smak uziemienia
 |
fot. Robert Bałdyga |
Przez 3 miesiące – od maja do końca lipca, żurawie prowadzą skryty
tryb życia. Młode nie są lotne i ponieważ pozostają nieustannie na
lądzie, poza gniazdem, są narażone na szereg niebezpieczeństw – głównie
ze strony drapieżników, przez którymi nie mogą uciec rozwijając
skrzydła. Co gorsze, ich rodzice także tracą zdolność lotu na około 6
tygodni przechodząc gwałtowny proces pierzenia, czyli zrzucając niemal
równocześnie wszystkie lotki. W obopólnym interesie, zarówno młodych jak
i dorosłych ptaków, leży więc wybieranie najbardziej niedostępnych
miejsc w celu ochrony przed drapieżnikami, jak również przed wzrokiem
człowieka. Z tego właśnie powodu w okresie letnim żurawie są trudne do
zaobserwowania.
Wiatr w żagle czyli letni przełom w życiu
 |
fot. Łukasz Łukasik |
W sierpniu młode zyskują lotność a dorosłe kończą proces pierzenia. Nareszcie żurawie rodziny mogą odetchnąć z ulgą. Teraz
nie tylko łatwo uciekają przed zagrożeniem ale także – w celu
zwiększenia bezpieczeństwa, hołdując zasadzie: „w kupie raźniej”,
zaczynają gromadzić się wraz z innymi rodzinami na wspólne noclegowiska.
Na noc wybierają miejsca z wodą po kostki. Wystarczy kilku strażników
aby cała reszta stada mogła spać spokojnie.
 |
fot. Łukasz Łukasik |
We wrześniu do naszych ptaków lęgowych stopniowo dołączają kolejne
ptaki z dalekiej północy, by apogeum liczebności osiągnąć w połowie
października. Wówczas w jednym rejonie noclegowym nad Biebrzą potrafi
się zgromadzić 6-7 tysięcy tych dostojnych ptaków. Prawdziwy spektakl
zaczyna się tuż przed zachodem słońca. Klucze żurawi, nieustannie się ze
sobą komunikując donośnym klangorem masowo ciągną nad naszymi głowami
do miejsca noclegu. To jedno z najsilniejszych doznań słuchowych i
wzrokowych, które po prostu należy przeżyć.
Ful wypas czyli na noże z rolnikami
 |
fot. Łukasz Łukasik |

„Kukurydza story” to październikowa zmora rolników. Dobijające
sukcesywnie z północy, liczące setki a nawet tysiące ptaków stada,
chętnie korzystają z przygotowanych dla nich (bynajmniej nie celowo)
stołówek. Niestety nie poprzestają przy tym na wybieraniu ziarna ze
ściernisk. Potrafią przeprowadzić skrupulatne wykopki ziemniaczane.
Przysmakiem jest jednak kukurydza. Wędrują wzdłuż zewnętrznych krawędzi
zasiewu kradnąc kolby. Żadne straszaki – ani armatki ani strachy na
wróble nie robią specjalnego na nich wrażenia. Rolnikom pozostaje albo
stróżowanie na polu kukurydzianym albo pogodzenie się z faktem, że
jednym lub dwoma zewnętrznymi rzędami kukurydzy podzielą się z głodnymi
wędrowcami. Szkody są niewielkie bo ptaki nie wchodzą do środka uprawy.
Poza tym pola ziemniaczane i kukurydziane są już w większości
uprzątnięte kiedy nad Biebrzą pojawiają się największe stada, czyli w
październiku. Niemniej jednak rolnicy zapewne by się nie obrazili (a już
na pewno nie żywiliby do żurawi tak głębokiej urazy), gdyby pojawiła
się możliwość uzyskania jakiejkolwiek rekompensaty w formie
odszkodowania za usługi cateringowe na rzecz tych, jakże sympatycznych,
olbrzymów ptasiego świata.
Katarzyna Ramotowska
Zapraszamy na wyprawę:
„Zlotowisko żurawi”