poniedziałek, 25 stycznia 2016

Kto się lubi ten się czubi (RELACJE Z WYPRAW)

Tego dnia mróz był wyjątkowo siarczysty.
Wybrałam się na fotografowanie zaprzyjaźnionej pary bobrów, która przeżywała akurat okres miłosnych uniesień. Aż miło było patrzeć. Miziały się i dotykały, czochrały i całowały przez kilka godzin W przerwach schodziły razem pod wodę, gdzie najpewniej spełniały małżeński obowiązek prokreacji. Przeleżałam przy nich 7 godzin.

Fot. K. Ramotowska
 
Gdy jednak dzień chylił się wolno ku końcowi spotkało mnie ogromne rozczarowanie. Okazało się, że jednak idealnych związków nie ma.
Wystarczyło, że podczas wspólnej kolacji usiadły zbyt blisko siebie. Jeden z partnerów zrobił gest w kierunku drugiego zazdrośnie zerkając na jego przysmak. Rozpętała się wojna.  Wydzierały się na siebie, wymierzały kuksańce, gryzły się już nie na żarty, zabierały swoje zabawki (gałązki) i nawet w nimi w zębach nie przestawały się atakować. W reakcji jedno z nich z pluskiem się oddaliło. Drugi z partnerów natychmiast podążył za nim. Ciekawe jak wyglądały przeprosiny?
Fot. K. Ramotowska
Fot. K. Ramotowska

Fot. K. Ramotowska



Fot. K. Ramotowska

Fot. K. Ramotowska


niedziela, 24 stycznia 2016

Niezidentyfikowany obiekt pływający (RELACJE Z WYPRAW)


To była mega akcja!
Rozglądając się za wydrą szukałam odcinków jeszcze płynącej rzeki. Kątem oka zauważyłam kontrastową kulkę, w momencie, kiedy znikała pod wodą. Pomyślałam sobie: gągoły. Ale ponieważ pogoda była „pod psem” nie miałam ochoty wysiadać z auta. Ptak jednak najwyraźniej mnie prowokował: nurkował i wynurzał się tuż przy mojej krawędzi lodu. Dodatkowo okazało się, że jest sam. Niezbyt często zdarzają się samotne osobniki (a tylko takowe dają możliwość w miarę łatwego zbliżenia się, bo w grupie zawsze pozostaje jakiś strażnik na powierzchni wody, który zaalarmuje resztę, że się zbliżasz). Tu mogłam wykorzystać na podchodzenie te momenty, w których ptak był pod wodą. Postanowiłam więc wykorzystać okazję...  

Samiec gągoła; fot. K. Ramotowska

Krótka obserwacja pozwoliła mi wyliczyć jak długo ptak pozostaje wynurzony i na jak długo nurkuje. Oceniłam, że zbliżę się do niego w 4 susach. Biegłam przez trzciny co sił przez kilka sekund po czym padałam na ziemię i przeczekiwałam moment wynurzenia. Działało znakomicie. W niczym się nie zorientował. Przymierzyłam się do ostatniego, czwartego skoku. Wiedziałam, że teraz będę już na otwartym. Przed sobą miałam zamarzniętą część rzeki . To była najtrudniejsza część planu, bo teraz musiałam  już wylądować przygotowana „do strzału”, na leżąco, na krawędzi lodu i płynącej rzeki, zanim ptak zdąży się wynurzyć. Przede mną było tylko około 15 metrów do pokonania. Błahostka. 

Samiec gągoła; fot. K. Ramotowska


Nie wzięłam jednak pod uwagę pewnej niedogodności. Sadząc ostatniego susa moja noga wylądowała na wyglądającym niewinnie, bo przykrytym czapą śniegu, stoku lodowym. Okazało się, że w tym miejscu brzeg schodzi do rzeki polem lodowym o nachyleniu 45 stopni (reperkusje po opadnięciu wody w rzece,  zamarzniętej wcześniej  na dużo wyższym poziomie). I tak oto w mgnieniu  oka wylądowałam na zadku i rozpoczęłam wesoły ślizg w kierunku płynącego odcinka rzeki. Znaczne nachylenie stoku w zestawieniu z masą ciała i poślizgiem ubrania wierzchniego zdecydowanie napędzały całą akcję.  Aparat miękko wiózł się na moim brzuchu a ja wbijając się pazurami w lód starałam się bezowocnie wyhamować zanim ślizg wrzuci mnie siłą rozpędu do wody. Oczyma wyobraźni widziałam już zdziwienie w oczach gągoła kiedy mu się znienacka pojawi tuż obok „niezidentyfikowany obiekt pływający”.
Szczęśliwie zdołałam w porę wyhamować a nawet się obrócić na brzuch zanim ptak się wynurzył. Moja obecność „spłynęła po nim jak po kaczce”. Nawet spazmy powstrzymywanego śmiechu nie zakłócimy jego popołudniowej toalety. Jedyne czego mi do szczęścia zabrakło to światła i statywu :) Ale dokument jest a wspomnienia zacne :)

Samiec gągoła; fot. K. Ramotowska

Samiec gągoła; fot. K. Ramotowska
Samiec gągoła; fot. K. Ramotowska



Samiec gągoła; fot. K. Ramotowska
Samiec gągoła; fot. K. Ramotowska



środa, 4 marca 2015

Na gęsich skrzydłach (ZOOM na Przyrodę)

W tym roku wiosna niesiona na gęsich skrzydłach przyleciała do nas wcześniej niż się tego spodziewaliśmy. Gęsi, wędrując z południowej i zachodniej Europy, podążają na północny wschód w kierunku swoich rewirów lęgowych. W zależności od gatunku mogą być to kraje Skandynawii, ale również daleka Syberia - tam wybiera się najliczniej przelatująca nad Biebrzą gęś białoczelna.

Dla gęsi podczas przedwiosennych wędrówek ważne są dwie rzeczy - bezpieczne miejsce do noclegu na rozlewiskach, oraz obfite żerowisko - w postaci ozimin i pastwisk. Gęsi nie gardzą także resztkami kukurydzy zalegającymi na ścierniskach, ale podstawą jest wschodzące zboże, które potrafią skutecznie wyrywać z ziemi dzięki specyficznej, karbowanej budowie dzioba.
Niespodziewanie niski poziom wody w rozlewiskach w tym roku, może sprawić, że obszar ten stanie się mniej atrakcyjny dla migrujących ptaków. W związku z tym, przelot gęsi przez Biebrzę ma prawo być w tym roku wyjątkowo krótki.

Tradycyjnie, jak co roku, pierwsze nad Biebrzę przyleciały gęgawy - jedyny nasz lęgowy gatunek gęsi. Szacuje się, że w Polsce mamy około 2000 gnieżdżących się par. Wyróżniają się "szarym" umaszczeniem, bladoróżowymi nogami, jasnym różowo-pomarańczowym dziobem, klasycznym gęganiem i najbardziej przypominają szarą gęś hodowlaną.
Liczba gęgaw w trakcie trwania przelotu w Dolinie Biebrzy jest zawsze najmniejsza w porównaniu z innymi dominującymi w tym okresie gatunkami gęsi. Średnio rocznie nad Biebrzą przelatuje tylko niewiele ponad 8000 ptaków co stanowi 3% stwierdzanych gęsi (Polakowski i in. 2011). Największe stado jakie w tym okresie można spotkać to około 600 osobników. Teoretycznie szczyt przelotu powinien przypadać na pierwszą dekadę marca, a liczebność gwałtownie maleć w trzeciej dekadzie.
W tym roku prawdopodobnie szczyt przypadł na 24-25 lutego. Udało nam się wtedy odnotować jednego dnia blisko 2000 tych ptaków, a ich liczba po tygodniu była drastycznie niższa (04.03.2015 - kilkadziesiąt ptaków).

Drugi gatunek gęsi "lecący" przez Biebrzę to gęś zbożowa. Stanowi ona około 9% wszystkich gęsi zatrzymujących się tu w trakcie migracji. Średnio stwierdza się blisko 22000 osobników. Szczyt wędrówki zazwyczaj przypada na drugą dekadę marca. Tymczasem pierwszego marca b.r. stwierdzono już około 3500 sztuk tego gatunku. Był on w absolutnej dominacji nad innymi gęsiami - stanowił ok 70% wszystkich ptaków z rodzaju Anser widzianych tego dnia na rzece (G.Grygoruk, dane z listy ornitologicznej). W dniu dzisiejszym liczba stwierdzonych ptaków była ponownie niewielka. Najprawdopodobniej ptaki wyczuły nadchodzące załamanie pogody i wcześniej ruszyły w dalszą wędrówkę. Zagadką pozostaje był to już "szczyt zbożowej" czy z kolejną falą ciepła przyleci druga, równie lub bardziej obfita fala tych gęsi.
Od lat liczebność wszystkich gęsi obserwowanych w trakcie migracji sukcesywnie wzrasta. Najbardziej spektakularnie widać to na przykładzie gęsi białoczelnej, będącej najpóźniej lecącym, ale zarazem najliczniejszym gatunkiem z rodzaju Anser nad Biebrzą. W latach 1976-1980 stwierdzano zgrupowania do 1000 osobników, na początku lat 90' były to już koncentracje liczące po około 4000 ptaków. W ostatnich latach spotyka się zgrupowania liczące już nawet 20 - 40 000 ptaków. Podejrzewa się, że wzrost ten ma związek z ogólnym wzrostem liczebności tego gatunku w Zachodniej Palearktyce. Wielkość całego przelotu gęsi białoczelnej na Biebrzy szacuje się średnio na 221 000 osobników (lata 2007-2010). Ich przelot jest jednak najbardziej skoncentrowany w czasie, a przez to najbardziej widowiskowy (szczyt w 2 lub 3 dekadzie marca). Ciekawe jak sprawa będzie wyglądała w tym roku biorąc pod uwagę, że przelot rozpoczął się dużo wcześniej.

Warto dodać, że poza gęsiami mamy też spory ruch innych gatunków ptaków - typowych dla przedwiośnia. Są między innymi łabędzie krzykliwe, liczne rożeńce i świstuny, gągoły, pojedyncze bielaczki, nurogęsi i czernice, pierwszy batalion. Z każdym dniem zestaw gatunkowy na pewno będzie się zmieniał!

Zapraszamy do śledzenia nowości na naszym profilu na FB :)

W treści postu pokazujemy Wam 2 filmiki ukazujące trochę biebrzańskiej przyrody i ich zmian. Pierwszy z 24.02, drugi autorstwa Pawła Świątkiewicza z 1.03.

czwartek, 12 lutego 2015

Wiosnę czuć w powietrzu... ? (AKTUALNOŚCI)

Dziwna zima nastała w tym roku. Lody prawie nie spętały biegu rzeki Biebrzy, ilość dni z dużym mrozem można było na palcach jednej ręki policzyć. W tym roku średnia temperatura lutego z najbliższej stacji pogodowej to tylko -2 °C ,(średnia minimalna temperatura dnia: -2°C, przy ekstremum -5°C) , a stycznia -1°C (średnia minimalna -1°C, przy ekstremum temperatury minimalnej -17°C). Dla porównania w przykładowo losowo wybranym roku 2010, średnia temperatura lutego to -4°C (średnia minimalna temperatura dnia -5°C, przy ekstremum -14°C); natomiast w styczniu były to -11°C (średnia minimalna temperatura -12°C przy ekstremum -27°C). Śniegu również niewiele zalegało w terenie. Różnice są więc olbrzymie! Nie ma się co więc dziwić, że przyroda wariuje.

Aktualny krajobraz biebrzański niemal jak w marcu...
Bieżąca sytuacja pogodowa sprawiła, że zwierzaki dziwnie się zachowują, a niektóre znacznie trudniej obserwować. Brakuje miejsc wzdłuż biegu rzeki na których wydry mogą przesiadywać i konsumować ryby, a także obserwacje bobrów są miejscami utrudnione. W powietrzu czuć nadchodzącą wiosnę. 16 sztuk gęsi dostrzeżono już początkiem stycznia, następnie ich liczba się zwiększała by 6ego lutego wynieść blisko 500 gęgaw z kilkoma gęsiami białoczelnymi.
Na rozmarzniętej rzece zwiększa się różnorodność kaczek. Poza licznymi krzyżówkami można zauważyć, pojedyncze na razie, świstuny, cyraneczki, gągoły, nurogęsi... W miejscowościach da się zauważyć coraz więcej kosów czy usłyszeć pierwsze rudziki. Nieopodal Biebrzy, do bocianiej wioski w Pentowie zaleciał już pierwszy bocian na miesiąc przed regularnym terminem, a na Malcie dostrzeżono pierwszą powracającą dymówkę! Żaby moczarowe wychodzą na śnieg – kilka takich obserwacji już poczyniliśmy (pierwsze z 20.01.2015) !!

Jesteśmy ciekawi co będzie następne...

Zapraszamy Was do nadsyłania Waszych obserwacji i informacji na temat wszystkich sygnałów nadchodzącej wiosny !! :)

sobota, 24 stycznia 2015

Zimowy obóz przyrodniczy; Turnus 2

Zimowy obóz przyrodniczy Turnus 2:
Kliknij na zdjęcie, by przejść do albumu z danego dnia:

Dzień 6 - "Dzień pierwotnego ognia" - Album
Dzień 5 - "Dzień sowi" - Album
Dzień 4 - "Dzień wilka" - Album
Dzień 3 - "Dzień łosia" - Album
Dzień 2 - "Dzień tropiciela" - Album
Dzień 1 - "Dzień bobra" - Album

Dzień 0 - "Dzień powitalny" - Album

sobota, 17 stycznia 2015

Zimowy obóz przyrodniczy, Turnus 1

Zimowy obóz przyrodniczy Turnus 1:
Kliknij na zdjęcie, by przejść do albumu z danego dnia:
Dzień 6 - "Dzień pierwotnego ognia" - Album
Dzień 5 - "Dzień sów" - Album
Dzień 4 - "Dzień wilka" - Album
Dzień 3 - "Dzień łosia" - Album
 Dzień 2 -  "Dzień tropiciela" - Album
Dzień 1 - "Dzień bobra" - Album
Dzień 0 - "Dzień powitalny" - Album

poniedziałek, 17 listopada 2014

Padnij na kolana - biebrzańskie królestwo porostów. (ZOOM NA PRZYRODĘ)

Ramalina sp. i 50 groszy.
Z pozoru mały i skryty. Mimo, że roztaczający się dookoła nas i spotykany niemal na każdym kroku – często jest pomijany. Mowa o fascynującym świecie porostów – organizmów, które dostrzec można wszędzie – pod nogami na glebie i kostce brukowej, na korze drzew i rozkładającej się kłodzie, starych potężnych murach obronnych zamku czy też niewielkich murkach przydomowych. Wystarczy tylko otworzyć oczy. Miłym dodatkiem może być także uzbrojenie się w kieszonkową lupkę, która pomoże jeszcze bliżej przyjrzeć się tym zachwycającym organizmom.

Liczba porostów na świecie jest dość pokaźna, wynosi ona bowiem ponad 13 500 gatunków. Biota polska liczy ok. 1 600 gatunków (Wójcik 2010), natomiast według danych z 2005 r. w Dolinie Biebrzy można spotkać aż 219 taksonów (Kolanko 2005). Kto wie ile gatunków nadal czeka na swoje odkrycie?


Cladonia stellaris, Fot. Paulina Wietrzyk
Porosty wykształciły bardzo różnorodne formy wzrostu: od skorupiastych, ściśle przylegających do podłoża, po plechy listkowate, krzaczkowate i nitkowate, przypominające zielonoszare włosy zwisające z gałęzi lub kory drzew. Zapewne jednak, największą popularnością i rozpoznawalnością cieszą się tzw. chrobotki z rodzaju Cladonia. Każdy doskonale pamięta szkolny przykład chrobotka reniferowego Cladonia rangiferina, będącego obok chrobotka leśnego Cladonia arbuscula, jednym z głównym komponentów boru chrobotkowego - zespołu roślinnego, w którego runie dominują chrobotki oraz różne inne gatunki porostów.
 

Cladonia stellaris, Fot. Paulina Wietrzyk
Wracając jednak do terenowych wędrówek biebrzańskich, na szczególną uwagę zasługuje jeden z gatunków chrobotków – chrobotek alpejski Cladonia stellaris. Z uwagi na samą nazwę, można zadać sobie pytanie: co chrobotek alpejski ma wspólnego z północno-wschodnim, równinnym obszarem Polski? Otóż jest to gatunek arktyczno-alpejski, szeroko rozpowszechniony na półkuli północnej w obszarach o arktycznym klimacie oraz w górach. W Polsce jest gatunkiem rzadkim, spotykany najczęściej na terenach górskich, a jego występowanie w nizinnej partii kraju jest zapewne reliktem zlodowaceń plejstoceńskich.

Cladonia stellaris, Fot. Paulina Wietrzyk
Chrobotka alpejskiego spotkanego na obszarach biebrzańskich wydm, bardzo łatwo było zidentyfikować. Porastając podłoże tworzy on płaty przypominające na pierwszy rzut oka zgrupowania małych kuleczek. Gdy przyjrzymy się bliżej delikatnej strukturze jego szarozielonych gałązek, zaobserwujemy, że brak jest jednej gałązki głównej, a wszystkie rozgałęziające się w różne strony gałązki są bardzo podobne i wyprostowane. Ponadto, rozgałęziają się w taki sposób, że tworzą gęstą i zwartą kopułkę, przez co rosnący osobnik przypomina niewielką kuleczkę. W miejscach ostatnich rozgałęzień znajduje się maleńki otworek. 

Szukając tego urzekającego gatunku na niżu polskim warto nie tylko zajrzeć na wydmy czy do boru chrobotkowego, czasem podobno spotykany jest on również w borze bagiennym i na torfowisku wysokim.
Autor: Paulina Wietrzyk

czwartek, 13 listopada 2014

Tchórzycie przed deszczem? (RELACJE Z WYPRAW)

Bóbr przy kolacji, Fot. P. Wietrzyk
Zima, nadal nas oszczędza. Po krótkim epizodzie z nocnymi przymrozkami, wróciły typowo jesienne temperatury. Stąd też - na przekór kalendarzowi - nadal cieszymy się widokiem wielu zwierząt zmiennocieplnych - w tym płazów.

Ostatnie dni dały nam wiele okazji do bliskich spotkań ze zwierzakami. Obserwacje te były owocne właśnie dzięki listopadowym, mniej lubianym przez wszystkich, warunkom pogodowym: mżawce, sporemu zachmurzeniu i zamgleniu. W takie dni zwierzęta, zamiast ograniczać swą aktywność do godzin porannych oraz wieczornych, rozkładają ją równomiernie na niemal cały dzień. Właśnie dzięki półmrokowi i zamgleniu!!! A dla nas - obserwatorów, to bardzo dobra wiadomość!
Tchórz przy posiłku, Fot. P. Wietrzyk (z dn. 10.11.2014)
Kilka razy zajrzeliśmy do naszych bobrów. Poziom wody odrobinę się u nich podniósł. Ciągle jest jednak zbyt niski by spokojnie mogły myśleć o przetrwaniu zimy. Prowadzą gorączkowe przygotowania. Przeniosły się do bardziej solidnej konstrukcji ziemnej - 20 metrów od "domku letniskowego". Na potęgę ścinają drzewa, gromadząc najcieńsze gałązki u jednego z wylotów z żeremia. Nadal wynoszą błoto pogłębiając kanały. Dają się przy tym podglądać bez wyrażania jakichkolwiek oznak zaniepokojenia.
Norka amerykańska, Fot. P. Świątkiewicz (Archiwum)
W ich sąsiedztwie zaczął pojawiać się tchórz – ten skryty przeważnie drapieżnik, wbrew swojej nazwie przez dwie noce regularnie wychodził nam na spotkanie i mało tchórzliwie szukał pożywienia. Jego ofiarami stały się żaby zamieszkujące ciek. W trakcie jednego z seansów schrupał (dosłownie) 5 żab, które z pasją wyjmował z wody jedną po drugiej. Mimo, że płazy nie są najbardziej pożywne - trudno by było nie skorzystać z obfitości stołówki, jaką stworzyła im aura na wespół z bobrami. Suchy rok sprawił bowiem, że wodę mamy jedynie w miejscach, gdzie bobry (aktywnie pogłębiając kanały) dokopują się do poziomu wody gruntowej. Łagodna pogoda zapewniła natomiast przedłużenie aktywności płazów na listopad. Nie dziwimy się więc, że oprócz tchórza, w tej stołówce regularnie (niemal codziennie) spotykamy też jenoty i norkę amerykańską.
Jenot, Fot. P. Świątkiewicz (Archiwum)
Przyroda udowodniła, że nawet pochmurny listopadowy czas może przynieść ciekawe obserwacje i niezapomniane wrażenia!